Lansuj się pracowniku
Dobry towar sam się chwali – zwykła powtarzać moja babcia. Czy dziś mówiłaby to samo? Nie sądzę. Raczej przekonywałaby, że odrobina lansu nie zaszkodzi. Tom Peters, amerykański guru zarządzania, twierdzi, że w stosunku do siebie powinniśmy stosować podobne zasady marketingu jak wobec produktów i usług. Bo możesz być najlepszym fachowcem w danej dziedzinie, ale nikt się o tym nie dowie, dopóki nie rozgłosisz tej prawdy światu.
Agnieszka była zwolenniczką bardzo popularnej w Polsce filozofii „usiądź w kącie, a na pewno ktoś cię zobaczy”. Myślała, że wystarczy pracować za dwóch, aby zasłużyć na uznanie dyrektora. Tymczasem to koleżanki pięły się w górę, a ona przez lata tkwiła na kiepsko opłacanym stanowisku asystentki (dorobiła się opinii biurowej szarej myszki). Zmieniło się to po kursie z zakresu asertywności i wizerunku. Ostatnio zabiera głos na firmowych zebraniach i chętnie uczestniczy w konferencjach branżowych. Zadbała też o profesjonalny image. Już nikt nie śmie jej pomijać przy awansach, podwyżkach i premiach.
Chcesz wzmocnić swoją pozycję na rynku pracy? Postaw na networking, czyli budowanie sieci relacji (biznesowych i prywatnych). Przy czym jakość tych kontaktów ma dużo większe znaczenia niż ich liczba. Skup się zatem na grupie docelowej o wysokim potencjale. Na ośrodkach władzy. Na ludziach ważnych i wpływowych. Rozmowa z szeregowym pracownikiem bywa czasem przyjemna, ale to spotkanie z prezesem może zaowocować ciekawą propozycją zatrudnienia.
Mój znajomy menedżer opowiadał mi niedawno o swoich początkach na stanowisku kierowniczym. Był początek lat 90. i mało kto wówczas mówił o wypaleniu zawodowym. Marek nie skończył jeszcze trzydziestki, miał formę wyczynowego sportowca i nieposkromione ambicje, więc się nie oszczędzał. Harował po kilkanaście godzin dziennie (nie wyłączając świąt i weekendów), zarywał nocki i odmawiał sobie prawa do urlopu.
Kto wie, czym by się to skończyło, gdyby „japiszon” nie trafił na mądrego szef, który zaniepokoił się pracoholizmem podwładnego. „Młody człowieku – powiedział pewnego dnia doświadczony kierownik – pamiętaj o tym, że sił i zdrowia musi ci starczyć nie tylko na rok czy dwa, ale na długie lata kariery. I na okres emerytury też”. Marek wziął sobie te słowa do serca i odtąd – jakkolwiek naukowo to zabrzmi – świadomie zarządza swoją energią. Robi regularne badania lekarskie, gra w tenisa, uprawia jogę, a soboty i niedziele spędza ze swoją rodziną.
Rozumiem, że chciałbyś uniknąć wylewu, zawału czy ostrej depresji. Dlaczego więc nie szanujesz swego ciała i szafujesz zdrowiem? Skończ z hiperaktywnością, skup się na priorytetach, zacznij delegować zadania. Wreszcie naucz się odpoczywać. A zobaczysz, że przy mniejszym zmęczeniu osiągniesz więcej. Przypomnij sobie opowiastkę o dwóch drwalach. Jeden z nich miał coraz gorsze wyniki, choć nie odrywał się od roboty. Gdy kolega poradził mu, by naostrzył piłę, odpowiedział mu, że nie może przerwać, bo ma za dużo pracy.
najlepsze lokaty
Agnieszka była zwolenniczką bardzo popularnej w Polsce filozofii „usiądź w kącie, a na pewno ktoś cię zobaczy”. Myślała, że wystarczy pracować za dwóch, aby zasłużyć na uznanie dyrektora. Tymczasem to koleżanki pięły się w górę, a ona przez lata tkwiła na kiepsko opłacanym stanowisku asystentki (dorobiła się opinii biurowej szarej myszki). Zmieniło się to po kursie z zakresu asertywności i wizerunku. Ostatnio zabiera głos na firmowych zebraniach i chętnie uczestniczy w konferencjach branżowych. Zadbała też o profesjonalny image. Już nikt nie śmie jej pomijać przy awansach, podwyżkach i premiach.
Chcesz wzmocnić swoją pozycję na rynku pracy? Postaw na networking, czyli budowanie sieci relacji (biznesowych i prywatnych). Przy czym jakość tych kontaktów ma dużo większe znaczenia niż ich liczba. Skup się zatem na grupie docelowej o wysokim potencjale. Na ośrodkach władzy. Na ludziach ważnych i wpływowych. Rozmowa z szeregowym pracownikiem bywa czasem przyjemna, ale to spotkanie z prezesem może zaowocować ciekawą propozycją zatrudnienia.
Mój znajomy menedżer opowiadał mi niedawno o swoich początkach na stanowisku kierowniczym. Był początek lat 90. i mało kto wówczas mówił o wypaleniu zawodowym. Marek nie skończył jeszcze trzydziestki, miał formę wyczynowego sportowca i nieposkromione ambicje, więc się nie oszczędzał. Harował po kilkanaście godzin dziennie (nie wyłączając świąt i weekendów), zarywał nocki i odmawiał sobie prawa do urlopu.
Kto wie, czym by się to skończyło, gdyby „japiszon” nie trafił na mądrego szef, który zaniepokoił się pracoholizmem podwładnego. „Młody człowieku – powiedział pewnego dnia doświadczony kierownik – pamiętaj o tym, że sił i zdrowia musi ci starczyć nie tylko na rok czy dwa, ale na długie lata kariery. I na okres emerytury też”. Marek wziął sobie te słowa do serca i odtąd – jakkolwiek naukowo to zabrzmi – świadomie zarządza swoją energią. Robi regularne badania lekarskie, gra w tenisa, uprawia jogę, a soboty i niedziele spędza ze swoją rodziną.
Rozumiem, że chciałbyś uniknąć wylewu, zawału czy ostrej depresji. Dlaczego więc nie szanujesz swego ciała i szafujesz zdrowiem? Skończ z hiperaktywnością, skup się na priorytetach, zacznij delegować zadania. Wreszcie naucz się odpoczywać. A zobaczysz, że przy mniejszym zmęczeniu osiągniesz więcej. Przypomnij sobie opowiastkę o dwóch drwalach. Jeden z nich miał coraz gorsze wyniki, choć nie odrywał się od roboty. Gdy kolega poradził mu, by naostrzył piłę, odpowiedział mu, że nie może przerwać, bo ma za dużo pracy.
najlepsze lokaty

